Genetyczna selekcja zarodków: nadchodzący kryzys etyczny

0
8

Szybki postęp w technologii reprodukcji przekroczył punkt krytyczny: rodzice mogą teraz „klasować” zarodki pod kątem pożądanych cech, co rodzi palące pytania dotyczące równości, przystępności cenowej i potencjalnych nierówności genetycznych. To nie fantastyka naukowa, ale rozwijająca się branża, w której firmy takie jak Genomic Prediction aktywnie oferują wielogenową selekcję zarodków – proces przewidujący przyszłe cechy na podstawie danych genetycznych.

Powstanie „Dzieci na zamówienie”

Przez dziesięciolecia badania przesiewowe reprodukcji skupiały się na zapobieganiu chorobom takim jak mukowiscydoza. Selekcja zarodków poligenicznych idzie dalej i ocenia cechy od inteligencji po ryzyko choroby, a jej celem jest przewidzenie przyszłości, która będzie nie tylko wolna od chorób, ale zoptymalizowana pod kątem sukcesu. Chociaż technologia opiera się na „wynikach poligenicznych” – przewidywaniach statystycznych sporządzonych na podstawie tysięcy wariantów genetycznych – jej dokładność jest wątpliwa. Wiele ocen jest skomplikowanych ze względu na czynniki społeczne i ekonomiczne, a nie czystą biologię, i nie sprawdzają się one w przypadku populacji pozaeuropejskich.

Pomimo tych ograniczeń popyt istnieje. Ankiety pokazują, że rodzice chcą tej technologii, a firmy chętnie ją dostarczają, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie złagodzono przepisy. Wielka Brytania, Niemcy i Francja zakazały już lub znacznie ograniczyły selekcję zarodków wielogenowych, uznając, że może ona prowadzić do nadużyć.

Problem nierówności genetycznych

Głównym problemem jest nie tylko niepewność naukowa, ale także kwestia uczciwości. Obecnie technologia ta jest dostępna jedynie dla zamożnych, wymaga kosztownych procedur IVF i dodatkowych badań genetycznych. W miarę poprawy praktyki różnica ta będzie się tylko pogłębiać. Ci, których stać na „optymalizację” swojego potomstwa, zyskują dodatkową przewagę, podczas gdy inni mogą spotkać się z subtelną dyskryminacją ze względu na profile genetyczne.

Konsekwencje wykraczają poza pojedyncze rodziny. Przyszłość, w której genetycznie wybrane dzieci będą postrzegane jako lepsze, może wzmocnić istniejące nierówności, tworząc samonapędzający się cykl, w którym uprzywilejowani utrwalają swoją przewagę poprzez biologię. Bogate elity, takie jak Elon Musk i Sam Altman, już inwestują w tym obszarze.

Potrzeba kontroli

Selekcja zarodków poligenicznych nie jest zasadniczo zła. W przypadku rodziców zagrożonych poważnym ryzykiem genetycznym może to zmniejszyć prawdopodobieństwo, że ich dziecko będzie cierpieć na wyniszczające schorzenia. Jednak brak regulacji pozwala rozszerzyć go na bardziej wątpliwe cechy: inteligencję, atletyzm, a nawet kolor skóry.

Czas na dyskusję minął. Decydenci muszą ustalić jasne standardy dokładności, przejrzystości i granic etycznych. Bez interwencji ryzykujemy przyszłość, w której selekcja genetyczna zaostrzy podziały społeczne, zamieniając obietnicę wolności reprodukcyjnej w narzędzie wzmacniania przywilejów. Pytanie nie brzmi, czy regulacje są potrzebne, ale kiedy one nadejdą, zanim rynek stworzy rzeczywistość, którą będzie zbyt trudno odwrócić.