Księżyc wzywa. Przynajmniej misja Artemis 2 zyskała ostatnio duże zainteresowanie. Czterech astronautów. Przelot orbitalny. Ludzkość ostrożnie wraca na powierzchnię, którą opuściła kilkadziesiąt lat temu. Łatwo dać się ponieść blichtrowi wydarzenia. Optymizm. Przyszłość.
Ale zatrzymajmy na chwilę tę euforię.
Triumf NASA nie następuje w próżni. Zainteresowanie lotami kosmicznymi faktycznie maleje. Dlaczego? Ponieważ zmienił się cel. Badania dla wspólnego dobra? Martwy. Wyzysk dla zysku miliarderów? Żywy i kwitnący. Zachwyt stopniowo zanika.
Widzą to twórcy Lunar Strike. Cognition, zespół odpowiedzialny za tę nadchodzącą narracyjną przygodę, nie sprzedaje nam marzeń. Oferują koszmar. Wcielasz się w młodszego archiwistę. Jakie jest Twoje zadanie? Udokumentuj historię ostatniej osady księżycowej ludzkości. Brzmi spokojnie. Ale to nieprawda.
Akcja rozgrywa się w roku 2119. Gwiazd nie podbiliśmy. Zapaliliśmy się i wyszliśmy. Wróciliśmy do domu zmagając się z innymi problemami. Zmiany klimatyczne zniszczyły podstawy narodów. Fanatyzm religijny spotkał się ze złym zarządzaniem. Rezultatem był pożar nuklearny. Klasyczna cecha ludzka.
Przeżyliśmy, ale staliśmy się mniejsi. Strach przed ryzykiem. Strach.
„Ludzkość wycofała się, uschła i zanikła”
Ten cytat z eseju dotyczącego uniwersum gry trafia w sedno. Większość science fiction opowiada nam inną historię. Zwykle najpierw dobrze sobie radzimy w kosmosie. silniki FTL. Statki kosmiczne. A potem atakują nas kosmici. Kosmiczny horror jest nagrodą za naszą dumę.
Lunar Strike to nie ta gra.
Tutaj okropności mają ziemskie pochodzenie. Całkowicie ziemski. Nauka w grze ma solidne podstawy. Żadnych napędów warp. Tylko my. Skazani na siebie.
Bawimy się na południowym biegunie Księżyca. Miejsca z prawdziwą, prawdziwą wagą. Artemis 4 zamierza tam wylądować jako następny. To ma sens. Zimno. W cieniu. Z dużym zapasem potencjalnego lodu wodnego. Jak zauważyła Sarah Nobel, główna naukowiec programu księżycowego NASA, istnieje dostęp do starożytnych krajobrazów i ważnych połączeń.
Jednak w stuletniej historii gry baza ta nie jest bezbłędna.
Jest zużyty. Złamany. Ludzie ponownie wykorzystują części. Naprawiają to, co jest popękane. Obserwacja to nie slogan, to przetrwanie. Niektórzy mieszkańcy nigdy nie widzieli Ziemi. Żyją w zamkniętych rurkach, w sztucznym świetle słonecznym. Cały ich świat jest ciałem.
Wyraźny kontrast w stosunku do dopracowanych komunikatów prasowych NASA. Porozumienia Artemidy mówią o pokoju. Zrównoważone życie. Marzenia o trwałości. „Lunar Strike” pokazuje zgniliznę, która wydarzyła się podczas naszych snów. Historia zostaje zapomniana. Pragmatyzm rządzi.
A raczej konserwacja.
Wkracza projekt ARCK.
Nazwana na cześć prawdziwej organizacji non-profit Briana Pope’a. Cel w grze jest ten sam w życiu: nie pozwolić, aby historia zniknęła.
„Zbieraj i przechowuj badania naukowe… jako żywy system, który należy… chronić”.
Część dotycząca ochrony ma znaczenie. Jesteś tą ochroną. Albo przynajmniej faceta skanującego rachunki podczas wybuchów bomb.
Stres ekonomiczny sprawił, że społeczeństwo znienawidziło podróże kosmiczne. Potem nienawiść zamieniła się w czyn. Pojawiły się ruchy Earth First. Większość ludzi po prostu krzyczy w pustkę. Jedna gałąź nie krzyczała.
Przynieśli broń.
Błotne Buty. Terroryści. Ekstremiści, którzy uważają, że baza księżycowa to marnotrawstwo. Ich plan? Zobaczysz. Żadnych spoilerów. Dość powiedzieć, że grozi osadą.
Czy wszystko jest skazane na zagładę? Nie bardzo.
W tej pochmurnej przyszłości pojawia się jeden dziwny promień słońca. Sztuczna inteligencja.
Logika podpowiada, że teraz wszystko kontroluje sztuczna inteligencja. Automatyka jest tania. Roboty są inteligentne. Ale nie. „Lunar Strike” porzuca ten chwyt.
„AI nie zarządza kolonią”.
Podtrzymuje stojącego tam mężczyznę. Tylko narzędzie. Wsparcie. Nie właściciel.
Nie wiemy dokładnie, kiedy zostanie ona wydana. Gdzieś w 2026 roku. Może później.
Czekamy. Księżyc czeka.





















