Gatunek horroru nie zawsze cieszy się uznaniem krytyków, na jakie zasługuje. Jest to gatunek wymagający specjalnej alchemii. Musisz straszyć ludzi, nie polegając na tanich jumpscarech. Wymienieni poniżej reżyserzy opanowali to rzemiosło. Niektóre z nich to nazwiska znane na całym świecie. Inne to ukryte klejnoty gotowe do odkrycia. Łączy ich jedno: zamienili koszmary w filmy.
Tobe Hooper i plan horroru
Wiele lat przed tym, jak Michael Myers prześladował mieszkańców przedmieść lub Freddy Krueger najechał sny, istniał Leatherface. Został stworzony przez Tobe’a Hoopera. W 1974 roku ukazała się „Teksańska masakra piłą mechaniczną” i wszystko zmieniła. Film wydawał się prawdziwy. Wydawało się, że coś takiego może wydarzyć się obok. Przed Hooperem horror często wydawał się teatralny. Ten film był instynktowny (zwierzęcy, pierwotny).
Hooper kręcił film w upale w Teksasie. Aktorzy się pocili. Powietrze było gęste. Kamera znieruchomiała. Ta klaustrofobia stała się szablonem dla kolejnych slasherów. Teksańska masakra piłą mechaniczną pozostaje budzącym podziw arcydziełem.
Hooper na tym nie poprzestał. Wyreżyserował Teksańską masakrę piłą mechaniczną 2, kontynuację, która w rzeczywistości poprawiła energię oryginału. Wyreżyserował także film Poltergeist. Ten film udowodnił, że horror może być przyjazny dla całej rodziny, a jednocześnie głęboko niepokojący. Spuścizną Hoopera jest przekonanie, że strach należy odczuwać jako coś ziemskiego. Nawet jego słabsze filmy dźwigają ciężar jego wpływu.
James Whale: Architekt klasycznego horroru
Gatunek zmienił się radykalnie od początku XX wieku. Ale korzenie mają znaczenie. James Whale rozumiał to lepiej niż większość. W latach trzydziestych wyreżyserował cztery kluczowe filmy. „Frankenstein” w 1931 r. „Stary ciemny dom” w 1932 r. „Niewidzialny” w 1933 r. I „Narzeczona Frankensteina” w 1935 r.
Whale nie chciał, żeby nazywano go reżyserem horrorów. Miał ambicje artystyczne wykraczające poza makabrę. Jednak jego praca w Universal Studios uratowała studio podczas burzliwej dekady. Jego filmy spoza gatunku horroru powstawały w trudnych dla wytwórni latach. Nie zrobili takiego samego wrażenia. Dziś wspominamy go za potwory. Położyło to wizualne i tonalne podwaliny pod dziesięciolecia gotyckiego horroru. Bez Whale’a współczesna estetyka horroru wyglądałaby zupełnie inaczej.
Lucio Fulci: Ojciec chrzestny krwi
Jeśli masz słaby żołądek, unikaj filmów Lucio Fulciego. Włoski reżyser nie bez powodu zasłużył na miano „Ojca Chrzestnego Krwi”. Pod koniec lat 70. i 80. przekroczył granice, które do dziś szokują.
Jego współczesny Dario Argento podkreślał napięcie. Fulci położył nacisk na krew. W jego filmach nie chodziło tylko o gore dla samej brutalności, choć efekty były obłędne. Zombie 2 przedstawiło włoski horror globalnej publiczności. Film był brutalny. Był dziwny. Pozostaje kultowym klasykiem ze względu na swoją śmiałość.
Fulci wyreżyserował także Miasto Umarłych i Otchłań. Filmy te ugruntowały jego reputację. Był jednak kimś więcej niż tylko mistrzem bryzgania. Zrealizował także udane filmy spoza gatunku horroru. Ale fani znają to z momentów, w których rzeczywistość rozpuszcza się w koszmarnym paliwie. Jego wpływ widać w każdym kolejnym ekstremalnym horrorze.
Terence Fisher i dziedzictwo horroru z młotem
Hammer Films dominował na rynku horrorów od połowy lat pięćdziesiątych do lat siedemdziesiątych XX wieku. Wydali dziesiątki filmów. Ich głównym reżyserem był Terence Fisher. W tym gatunku ukształtował drugą połowę XX wieku.
Fisher wyreżyserował Klątwę Frankensteina w 1957 r. Wyreżyserował Draculę w 1958 r. Sięgnął także do Psów Baskerville’a i Mumii w 1959 r. Wprowadził horror gotycki do głównego nurtu. Jego filmy miały podtekst seksualny. Miały złożoność moralną. Elementy te są obecnie standardem we współczesnym horrorze. Ale to Fisher ich przedstawił.
Uczynił także Christophera Lee legendą. Interpretacja Lee dotycząca Drakuli i innych potworów zdefiniowała pewną epokę. Prace Fishera udowodniły, że horror może być jednocześnie stylowy, erotyczny i przerażający.
Sam Raimi: Mieszanie komedii i strachu
Sam Raimi znany jest ze Spider-Mana. Ale fani horrorów pamiętają coś innego. Pamiętają serię Evil Dead. Raimi stworzył kultowy klasyk na podstawie oryginalnego filmu z 1981 roku. Wymyślił także podgatunek. Mieszał horror z komedią.
Raimi rozumiał motywy z filmów klasy B. Używał ich do opowiadania naprawdę przerażających historii. Rezultat był zabawny. Był przerażający. Był wyjątkowy. Seria Evil Dead zapoczątkowała zupełnie nową falę horrorów.
Raimi ewoluował z biegiem czasu. Porzucił horror dla wysokobudżetowych hitów kinowych. Wrócił w 2009 roku z Drag Me to Hell. Film pokazał, że nie stracił swoich umiejętności. Nadal wie, jak sprawić, że widzowie wstrzymają oddech ze strachu. Raimi pozostaje ważną postacią w historii horroru. Jego umiejętność równoważenia śmiechu i niepokoju jest niezrównana.
Ci reżyserzy zrobili coś więcej, niż tylko nas przestraszyli. Zdefiniowali sposób, w jaki widzimy strach na ekranie. Dali oblicze abstrakcyjnej koncepcji koszmaru. Szukamy ich odcisków palców w każdym jumpscare’ie i każdym cieniu. Gatunek zawdzięcza im wszystko. I nadal obserwujemy ich pracę.
Mario Bava: Architekt współczesnej Gorry
Mario Bava nie tylko eksperymentował z horrorem. Położył fundament. Włoskiemu reżyserowi powszechnie przypisuje się zapoczątkowanie współczesnego slashera i zdefiniowanie gatunku giallo – stylowych włoskich kryminałów łączących horror z dawką erotyzmu. Wszystko zaczęło się od „Dziewczyny, która wiedziała za dużo” (1963) i „Krew i czarne koronki” (1964). Filmy te ustanowiły szablon, który reżyserzy kopiują do dziś. Ale to właśnie Zatoka krwi (1971) utorowała drogę do eksplozji slasherów lat 80.
Twórczość Bavy stała się podstawą twórczości takich autorów jak Martin Scorsese, Quentin Tarantino i Tim Burton.
Przed rozłożeniem slashera na części Bava był zajęty tworzeniem gotyckich koszmarów. Czarna Wielkanoc (1960) pozostaje wizualnym arcydziełem. Potem była Planeta wampirów (1965). Miłośnicy science fiction zauważą, że jest to bezpośredni tematyczny poprzednik filmu Obcy. Jeśli myślisz, że znasz współczesny horror, przegapiasz połowę układanki. Bava to połowa, której Ci brakuje.
Dario Argento i sztuka przeciążenia sensorycznego
Dario Argento wyłonił się jako trzecia główna siła włoska, która zmieniła krajobraz. Nazywany „włoskim Hitchcockiem” stworzył nie tylko filmy reżyserskie. Stworzył wrażenia. Jego wczesne trylogie „zwierzęce” – Ptak o kryształowym upierzeniu (1970), Kot o dziewięciu ogonach (1971) i Cztery muchy na szarym aksamicie (1972) – ugruntowały jego pozycję w podgatunku giallo.
Następnie w 1977 roku ukazał się film Super Diabeł.
Ten film zmienił zasady. Fabuła i postacie zeszły na drugi plan w stosunku do dźwięku i grafiki. To nie był tylko horror. To było surrealistyczne dzieło sztuki. Argento użył koloru jako broni. Neony. Rosnąca ścieżka dźwiękowa autorstwa Goblina. To uczta dla zmysłów. Dziś Super Diabeł to kultowy klasyk, udowadniający, że Argento należy do elitarnej rzeszy reżyserów horrorów. Zerwał z ograniczeniami giallo, aby stworzyć coś całkowicie własnego.
Twórcze dziedzictwo Davida Cronenberga
David Cronenberg nie tylko cię przestraszył. Sprawił, że poczułaś się nieswojo w sposób, w jaki nikt inny nie mógł. Jest jednym z głównych twórców horroru ciała, zwanego także horrorem wenerycznym lub biologicznym. Ten podgatunek bada horror przemian cielesnych i infekcji. Nie potrzebujesz ducha, żeby się bać. Wystarczy spojrzeć na własną skórę.
Cronenberg wcześnie pokazał swoje karty. Filmy Shock, Mad Dog, Ripper i Scanners z lat 70. i 80. były dzikie i brutalne. Używali makijażu, który wyglądał tak realistycznie, że chciało się go dotknąć. Potem przyszła „Mucha”. Film ten zdobył Oscara za niezapomniane efekty makijażu. Pozostaje kamieniem milowym w gatunku.
Od tego czasu Cronenberg zmienił kurs. Obrał swoją karierę w innym kierunku. Filmy Historia przemocy i Wschodnie obietnice pokazały jej różnorodność. Udowodnił, że potrafi robić dramaty. Ale ci, którzy go znają najlepiej, pamiętają horror ciała. Trzewiowy. Prawdziwy.
George Romero i apokalipsa zombie
Zombie są teraz wszędzie. Szereg. Kino. Gry wideo. W ciągu ostatniej dekady przeżyły one ogromny renesans. Ale w tej formie nie istniałyby bez George’a Romero. Powszechnie uważany za twórcę filmu o zombie, Romero przestraszył widzów Nocą żywych trupów (1968).
Ten film zapoczątkował udaną franczyzę. Romero był zaangażowany w większość projektów. Ostatnie duże wydawnictwo ukazało się w 2009 roku. Jego wpływ sięga nie tylko umarłych. Wprowadził sprytne wykorzystanie kątów kamery z perspektywy pierwszej osoby. Używał technik vérité, które w tamtym czasie były niemal bezprecedensowe w horrorze. Teraz są integralną częścią gatunku.
Odciski palców Romero są obecne we współczesnym horrorze. Zawdzięczamy mu mnóstwo świetnych filmów o zombie, które są dziś dostępne. On nie tylko stworzył potwora. Stworzył metaforę, która do dziś rezonuje.
Wes Craven: Mistrz strachu
Wes Craven zmarł w 2015 roku. Tego dnia branża filmowa straciła prawdziwą legendę. Był płodny. Zwłaszcza w podgatunku slasherów. Jego twórcze dziedzictwo uderza swoją skalą. „Koszmar z ulicy Wiązów” „Krzyk”. „Oczy bez twarzy”. „Ostatni dom po lewej stronie”. „Ludzie pod schodami”. „Deadly Blessing” Samo przeczytanie tej listy wystarczy, aby serce zaczęło ci bić szybciej.
Freddy Krueger z Koszmaru z ulicy Wiązów to jeden z najbardziej kultowych złoczyńców w historii kina. Ghostface z Krzyku jest nie mniej legendarny. Kraven nie tylko stworzył potwory. Satyrował podgatunek, który sam wywyższył. Scream pokazał, że ma talent do tworzenia zabawnych i ekscytujących horrorów. Ale robił też przerażające zdjęcia. Te, które pozostają z tobą długo po napisach końcowych.
Reżyserzy horrorów rzadko cieszą się uznaniem, na jakie zasługują. Craven to zmienił. Na zawsze pozostanie w pamięci jako jeden z najwybitniejszych operatorów filmowych.
John Carpenter: mistrz minimalistycznych arcydzieł
John Carpenter jest wizjonerem horrorów. Jego wpływ rozciąga się zarówno na horror, jak i science fiction. Jego film Halloween z 1978 roku jest przez wielu uważany za największy i najbardziej wpływowy horror, jaki kiedykolwiek powstał. Jest nadal aktywnie badany i omawiany.
Inne arcydzieła to Ciało (1982) i Mgła (1980). Wyreżyserował także filmy z serii Prison Break niebędące horrorem. Ale to Halloween uczyniło go mistrzem. Dało to początek możliwości franczyzy horrorów. Udowodnił, że przy minimalnym budżecie można stworzyć świetne, głęboko poruszające filmy.
Zastosowanie przez Carpentera Steadicam i ujęć kamery z perspektywy pierwszej osoby było innowacyjne. Ale znany jest także z tego, że sam komponował muzykę do swoich filmów. Ikoniczny motyw Halloween jest kluczowy dla serii. Dziś definiuje ten gatunek. Carpenter nie tylko reżyserował. Zaaranżował strach. Rezultat był ponadczasowy.
Dlaczego Alfred Hitchcock wciąż nawiedza współczesne kino
Cień, jaki Alfred Hitchcock rzuca na gatunki horroru i thrillera, jest długi. Wykracza to daleko poza te konkretne etykiety. Nie bez powodu nazywamy go Mistrzem Suspensu. Nie tylko kręcił filmy. Wywołał niepokój.
Współczesne horrory często wybierają łatwą drogę. Skacze z niespodzianek. Potwory CGI. Tanie treści szokujące. Hitchcock zrobił odwrotnie. Wytworzył napięcie niczym powoli tlący się lont. Siedziałeś na skraju swojego siedzenia, ponieważ wiedziałeś, że wydarzy się coś złego, ale nie wiedziałeś kiedy. To psychologiczne podejście wciąż przewyższa większość współczesnych wydań.
Weź Psycho (1960). To nie był tylko film. To było wydarzenie kulturalne. Przełamał granice w przedstawianiu przemocy i dewiacji seksualnych w amerykańskim kinie, które wcześniej nie były poruszane. Zmienił to, co publiczność była skłonna zaakceptować.
Ale jego arsenał był bogaty.
* „Ptaki” – natura jako wróg.
* * „Zawroty głowy” – obsesja i akrofobia.
* * „Okno na tył” – podglądactwo jako środek fabularny.
* * „Nieznajomi z pociągu” – wymiana morderstw.
* * „Call M for Murder” to zbrodnia doskonała, która się nie udała.
To nie tylko tytuły filmów. To są rysunki. Za każdym razem, gdy reżyser wykorzystuje długie ujęcie, aby wywołać poczucie grozy zamiast nagłego krzyku, podąża ścieżką wytyczoną przez Hitchcocka kilkadziesiąt lat temu.
Dlaczego wciąż je oglądamy? Ponieważ strach jest prawdziwy. Nie polega na 特效. Opiera się na ludzkim rozumie. I to jest trik, który nigdy się nie starzeje.
„Hitchcock wykorzystał powolne budowanie napięcia i napięcie, aby stworzyć zapierające dech w piersiach filmy, które wywarły wpływ na ówczesną publiczność jak żaden inny film”.
Pytanie nie brzmi, czy jego dzieło przetrwa próbę czasu. Pytanie brzmi, dlaczego zapomnieliśmy, jak robić takie filmy. Branża przeszła na szybsze, głośniejsze i tańsze emocje. Ale klasyki? Ona zostaje.





















