Jimmy Lunsford: wielki swingujący gigant w nienagannych garniturach, który rywalizował z Ellingtonem

0
17

Jimmy Lunsford był kimś więcej niż tylko liderem zespołu. Był skrupulatnym architektem muzycznym, który pomógł ukształtować brzmienie ery swingu. Urodzony 6 czerwca 1902 roku w Fulton w stanie Mississippi jako James Melvin Lunsford, posiadał poziom umiejętności muzycznych, który wyróżniał go spośród wielu jego współczesnych. Do swojej śmierci w Sayside w stanie Oregon, 12 lipca 1947 r., miał już ugruntowaną pozycję jednego z czołowych muzyków jazzowych swoich czasów.

Zanim poprowadził dużą orkiestrę, Lunsford był nauczycielem. Otrzymał formalne wykształcenie muzyczne i grał na saksofonie, co dało mu głębokie zrozumienie struktury i teorii muzyki. To doświadczenie było ważne: pozwoliło nam podejść do jazzu nie tylko jako rozrywki, ale jako precyzyjnego rzemiosła. Swoją pierwszą orkiestrę założył w 1929 roku, ale prawdziwa magia wydarzyła się, gdy wszystkie elementy zaczęły ze sobą współpracować.

Cy Oliver zmienił wszystko.

Trębacz i aranżer Oliver dołączył do Lunsford w 1933 roku. Wniósł coś specyficznego: czyste brzmienie zespołu. Ładnie kontrastowało to z podstawową, dwutaktową podstawą rytmiczną orkiestry. Wynik był zacięty. Zostało wypolerowane. Różniło się to od większości tego, co było na antenie.

Orkiestra Lunsforda zyskała rozgłos w całym kraju po tym, jak w 1934 roku zastąpił Caba Callowaya w Cotton Club w Harlemie.

To przejście do Cotton Club było punktem zwrotnym. Wymiana kabiny Calloway była ogromnym krokiem. To postawiło Lunsforda na równi z największymi nazwiskami jazzu. Nagle jego orkiestra została uznana za jedną z najlepszych ery swingu.

Ludzie zaczęli porównywać go do Duke’a Ellingtona. Zaczęli porównywać go do Canta Basiego. Pod względem popularności obok nich stał Lunsford. Grał nie tylko jazz. Rywalizował z Tytanami.

Jego styl opierał się na precyzji. Dwutaktowy rytm nadawał muzyce skoczny i energetyczny charakter. Aranżacje Olivera dodały warstw złożoności. Mosiądz zabrzmiał ostro. Przejścia były czyste. Brzmiało „drogo”.

To nie była tylko muzyka w tle do tańca. Była to muzyka złożona, wykonywana przez świetnie wyszkolonych muzyków. Lunsford stworzył maszynę. Była niezawodna. Była ekscytująca. Była konieczna.

Ale era swingu była zatłoczonym rynkiem. Duke Ellington miał swój własny, niepowtarzalny głos. Cant’s Basie to jego minimalistyczny geniusz. Co wniósł Lunsford, co uczyniło go pretendentem? Było to połączenie akademickiego rygoru i ulicznej energii. Udowodnił, że można być mądrym i modnym jednocześnie.

Zmarł młodo. W wieku 45 lat. Ale zapisy pozostały. Gęstość brzmienia tych zespołów po kilkudziesięciu latach wciąż robi wrażenie. Dyscyplinę słychać w każdej sekcji dętej. Troskliwe podejście słychać w każdej aranżacji.

To nie było szczęście. To była ciężka praca. Lunsford rozumiał, że swing wymaga czegoś więcej niż tylko rytmu. Wymagana kontrola. A miał go mnóstwo.