Polityka Andy’ego Burnhama na Morzu Północnym: co się dzieje z licencjami na ropę i gaz

0
7

Nagłówki są głośne. Spekulacje są powszechne. A sądząc po ostatnich raportach, narracja dotycząca polityki energetycznej Andy’ego Burnhama wywołuje tyle samo hałasu, co cokolwiek innego.

Gdy premier-elekt przygotowuje się do objęcia stanowiska pod numerem 10, w mediach politycznych pojawiają się spekulacje na temat wstrząsającej zmiany w brytyjskiej strategii energetycznej. Niektórzy mówią o „nowym świcie” dla Morza Północnego, inni przewidują twardą linię. Rzeczywistość, jak to często bywa w Westminster, jest znacznie bardziej zniuansowana i, szczerze mówiąc, znacznie mniej ekscytująca.

Według BBC z weekendu Burnham zobowiązał się do realizacji programu Partii Pracy do roku 2024, zakładającego zakaz nowych koncesji na poszukiwanie i wydobycie ropy i gazu. Będzie przestrzegał tego zakazu. Jednak podobno zamierza szanować aktualne licencje. Jak powiedziała w niedzielę jego zastępczyni Lucy Powell Laurze Cuensenri, nastąpi „zmiana akcentów”.

Nie należy jednak oczekiwać natychmiastowych działań w sprawie kluczowych projektów. W szczególności Burnham nie zatwierdzi kontrowersyjnych pól Rosebank i Kawka pierwszego dnia pracy.

To nie jest niezdecydowanie. Jest to konieczność prawna.

Obydwa projekty zostały zatwierdzone przez poprzedni rząd konserwatystów, ale pozwolenia zostały skutecznie zakwestionowane w sądzie przez grupy ekologiczne Greenpeace i Uplift. Ich argument był prosty, choć niezbyt odpowiedni do pogawędek z potentatami naftowymi: ministrowie nie wzięli pod uwagę pełnych szkód klimatycznych spowodowanych spalaniem paliw kopalnych, które mogłyby pochodzić z tych złóż.

Organ regulacyjny ds. środowiska morskiej ropy naftowej (Opreg) prowadzi obecnie konsultacje, które kończą się w sierpniu. Jeśli Burnham się pospieszy i po prostu podpisze te projekty, rząd ponownie znajdzie się w trudnej sytuacji, mając zaledwie czas na zorganizowanie harmonogramu prac. Tym samym decyzje w ich sprawie zostają skutecznie zawieszone.

Jak Partia Pracy definiuje nowe poszukiwania na Morzu Północnym?

Ustalenie koncesji stało się głównym polem sporu pomiędzy rządem a sektorem energetycznym. Program Partii Pracy wzywa do wprowadzenia zakazu wydawania nowych koncesji poszukiwawczych. Są to zezwolenia, które dają firmom wyłączne prawo do poszukiwania węglowodorów na określonym obszarze dna morskiego, czyli „bloku”.

Sekretarz ds. energii Ed Miliband szybko podjął działania, aby wprowadzić zakaz wkrótce po objęciu urzędu. Jednak operatorzy branżowi, którzy nigdy nie przepuszczają okazji do pozostawienia luki prawnej, znaleźli obejście. Nazywa się to wiązaniem.

W ramach tego programu wydobycie może odbywać się na obszarach nielicencjonowanych, pod warunkiem, że sąsiadują one z istniejącą licencjonowaną infrastrukturą i są z nią fizycznie połączone. Technicznie rzecz biorąc, nie łamie to obietnicy programu. W duchu jest to cienka linia. Dzięki temu możliwe jest wydobycie energii bez biurokratycznych obciążeń związanych z wydawaniem nowej koncesji na poszukiwania.

Czy branża naprawdę chce pełnych licencji? Najprawdopodobniej nie.

Skończyły się czasy, gdy supermajorowie, tacy jak BP i Shell, posiadali wszystkie karty. Od wielu lat wyprzedają swoje aktywa górnicze. Ich bilanse nie są już przystosowane do kolosalnych nakładów inwestycyjnych i wysokiego ryzyka związanego z eksploracją zupełnie niezbadanych obszarów dna morskiego. Większość pracy wykonują obecnie mniejsi, mniej skapitalizowani operatorzy, ale ich misja jest prostsza: produkcja, a nie eksploracja. Są tu po to, co już jest, a nie po to, co może być poniżej.

Więc po co to całe zamieszanie? Ponieważ hałas odwraca uwagę od prawdziwej dźwigni ekonomicznej: obciążeń podatkowych.

Dlaczego podatek od nadmiernych zysków w energetyce to prawdziwe pole bitwy

Podczas gdy politycy spierają się o wizualny wizerunek projektów Kawka i Rosenbank, sektor naftowo-gazowy rozważa wprowadzenie podatku od zysków energetycznych (EPL). Często nazywany „nienormalnym” podatkiem od zysków, podatek ten został wprowadzony przez konserwatystów na początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę wraz ze wzrostem cen energii.

Jego stawka podstawowa wynosi 73%.

Tak, dobrze słyszałeś. Początkowo była wyższa, ale później została skorygowana, ale ogólne podejście pozostało takie samo: karne 73% zysków, niezależnie od tego, czy ceny ropy były wysokie, czy niskie. Branża argumentuje, dysponując mocnymi dowodami, że spowodowało to, że brytyjski szelf kontynentalny stał się jedną z najbardziej nieatrakcyjnych jurysdykcji na świecie pod względem inwestycyjnym. Pieniędzy jest mniej, miejsca pracy są zagrożone.

Burnham ma teraz trzy główne karty, chociaż jedna z nich jest znacznie cenniejsza od pozostałych.

Opcja A: Pozostaw podatek bez zmian. Branża krzyczy z tego powodu, działacze na rzecz ochrony środowiska cieszą się (nieco), a inwestycje utknęły w martwym punkcie.

Opcja B: Całkowite wyeliminowanie podatku. Jest to popularne w skrzydle „realnej gospodarki” w Westminster. Wpisuje się to w narrację Burnhama o reindustrializacji i tworzeniu miejsc pracy. Jest to jednak politycznie toksyczne w roku wyborczym, kiedy „chciwe korporacje” stają się łatwym celem. Nie powoduje to zamieszania.

Opcja C: Obiecana wymiana w 2030 r.

Rząd dał już jasno do zrozumienia, że w 2030 r. zamierza zastąpić EPL innym rodzajem podatku od nadmiernych zysków, który będzie uruchamiany dopiero w przypadku wysokich cen. Przemysł naftowy preferuje tę opcję. Chroni firmy w złych latach i pozwala rządowi przejąć swój udział w dobrych latach.

Po co czekać do 2030 roku?

Ponieważ jest to kompromis polityczny, który opóźnia nieuniknioną decyzję dotyczącą sprawiedliwego opodatkowania w porównaniu z konkurencyjnością.

Czy to zwrot na korzyść ropy?

Pozbądźmy się żargonu PR. Czy Burnham wita gigantów naftowych? Nie.

Czy akceptuje fakt, że bezpieczeństwo energetyczne zależy od „mieszanego koszyka”, który obejmuje ciągłą produkcję na Morzu Północnym w ramach długoterminowej transformacji? Tak. Zastępca liderki partii Lucy Powell wyjaśniła tę kwestię. Jest to, jak sama twierdzi, podejście pragmatyczne. Współpraca z branżą, aby zapewnić, że przyczyni się ona do transformacji, a nie zostanie marginalizowana i stanie się nieistotna.

Ale pragmatyzm to nudne słowo. Nie sprzedaje czasopism. Nie dominuje w programie informacyjnym w sobotnich porannych programach.

Na co zatem powinniśmy zwrócić uwagę w nadchodzących miesiącach?

Zwróć uwagę na wiązania. Sprawdź, ile istniejących licencji zostanie zachowanych. Zobacz, czy Burnham odważy się ostro obniżyć podatek od nieoczekiwanych zysków, aby zachęcić do inwestycji przed 2030 r., czy też przeczeka skutki polityczne.

Branża wstrzymuje oddech, czy nowy premier postrzega Morze Północne jako wymierający relikt, którym należy zarządzać aż do wyginięcia, czy też jako aktywną część koszyka bezpieczeństwa dostaw.

W tej chwili też tego nie robi. On czeka. Sprawdza akta prawne. Mierzy polityczny wiatr.

Czy to niezdecydowanie, czy strategia? Będziesz musiał poczekać do zakończenia konsultacji. Do tego czasu turbiny będą się kręcić, platformy wiertnicze staną bezczynne, a publicyści będą dalej pisać swoje artykuły. Nie będzie idealnie. To prawdopodobnie nie będzie ekscytujące. Jednak w grze o wysoką stawkę, jaką jest bezpieczeństwo energetyczne, często jedyną opcją jest bezpieczne podejście.