Komórki mózgowe potrzebują tlenu. I dużo tego. Jeśli podczas udaru zostaną odcięci od tego źródła energii, wpadają w panikę. Zaczynają umierać. Szybko.
Naukowcy od lat próbują powstrzymać tę masakrę. Pomysł? Ochłodź swój mózg. Wprowadzanie neuronów w stan podobny do hibernacji, aby mogły przetrwać dłużej bez przepływu krwi. Jeśli uda się utrzymać komórki przy życiu wystarczająco długo, aby usunąć skrzep, pacjent może nadal mówić. Ruch.
Ale tu jest haczyk. Chłodzenie fizyczne to koszmar. Lód, zimne kaski, schłodzone koce – nic z tego nie działa zbyt skutecznie. Dlaczego? Ponieważ ludzie są zaprogramowani na odporność na zimno. Trzęsiemy się. Dreszcze wytwarzają ciepło, walcząc z hipotermią, którą lekarze desperacko próbują wywołać.
Kirsten Copeland twierdzi, że dzięki temu fizyczne chłodzenie jest prawie niemożliwe.
Dlatego zespół w Chinach zdecydował się całkowicie porzucić lód.
Dreszcze to sposób organizmu na „walkę z hipotermią”, która sprawia, że obniżenie temperatury jest niezwykle trudne.
Pojawia się prometazyna. Prawdopodobnie znasz to jako pigułkę na alergię. Ewentualnie jako środek nasenny. A co z chloropromazyną? Leki przeciwpsychotyczne. Nie są to nowe połączenia. Istnieją od lat pięćdziesiątych XX wieku.
Shuaili Su i jego zespół z Capitol University Medicine podali oba leki myszom. Potem do małp. Kiedy u tych zwierząt wywołano udar, wyniki były jasne. Połączenie leków obniżyło temperaturę ciała. Spowalnia metabolizm glukozy w komórkach. Zmniejszyło się uszkodzenie mózgu. Po tym małpy lepiej wykorzystywały swoje kończyny.
Obiecujące wyniki. Próbowali więc tego na ludziach.
Badanie było małe – trzydziestu dwóch pacjentów, którzy właśnie przeszli udar. Otrzymywali leki i standardową terapię usuwania skrzepów. Albo otrzymali placebo.
Tutaj robi się ciekawie. Leki praktycznie nie działały. Temperatura spadła o mniej niż pół stopnia Fahrenheita. Zerowa redukcja uszkodzeń mózgu.
Su nie winił chemii. Winił zegar. Napar trwał dwanaście godzin. Za wolno. Leki nigdy nie osiągnęły wystarczająco wysokiego stężenia we krwi na tyle szybko, aby znacząco obniżyć temperaturę ciała.
Uważa, że jeśli przyspieszą to do jednej godziny, mogą faktycznie zobaczyć rezultaty. Silniejszy efekt chłodzenia. Prawdziwa korzyść terapeutyczna.
Copeland jest spokojny o ryzyko. Leki są stare. Bezpiecznie, głównie. Już w układach ludzkich na inne choroby. Żadnych nowych dziwnych skutków ubocznych, którymi warto się martwić. Działają na centralny układ nerwowy, nie powodując drżenia ani tego okropnego subiektywnego uczucia zamarznięcia na śmierć.
Lekki chłód bez dreszczy?
Brzmi jak rozsądny powtórny test, prawda?





















