Kwarantanną objętych jest piętnaście osób. Okres ten może trwać do sześciu tygodni. Taka jest bezpośrednia rzeczywistość dla pasażerów MV Hondius po wybuchu hantawirusa. Organy ds. zdrowia zachowują ostrożność, monitorując wszystkich pasażerów, biorąc pod uwagę długi okres inkubacji.
Mówimy o hantawirusie andyjskim. On jest wyjątkowy. Spośród wszystkich hantawirusów jest to jedyny wirus, o którym wiadomo, że przenosi się z osoby na osobę. Jednak takie przypadki są rzadkie. Zakażenie wymaga „bliskiego i długotrwałego kontaktu”.
Ale co to naprawdę oznacza?
Nie ma konsensusu. Niektóre agencje po prostu kopiują definicje stosowane podczas pandemii Covid-19. Amerykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) sugeruje odległość 1,8 metra (6 stóp) i czas kontaktu 15 minut w pomieszczeniach zamkniętych. Surowe kryterium. Ale wirus andyjski w niczym nie przypomina SARS-CoV-2. Jest znacznie mniej zaraźliwy.
Kto jest w grupie wysokiego ryzyka? Pomyśl o bliskich partnerach, członkach rodziny lub osobach, które przez długi czas przebywały w tym samym pokoju z chorym.
Tak sytuację widzi Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Definicja jest szersza, ale także bardziej niejasna.
Pracownicy służby zdrowia są zobowiązani do stosowania środków ochrony indywidualnej (ŚOI), w szczególności masek. I dobre. Dr Dean Bloomberg z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis radzi zachować ostrożność i używać respiratorów N95, zakładając, że możliwe jest przeniesienie aerozolu. Infekcje przenoszone drogą powietrzną rozprzestrzeniają się poprzez cząsteczki unoszące się w powietrzu, które są wdychane przez inne osoby. Pomyśl o gruźlicy lub odrze.
W przypadku wirusa andyjskiego wiemy, że przedostaje się on do organizmu poprzez mikrocząsteczki szczurzych odchodów lub moczu unoszone w powietrze. Wiemy, że ludzie zakażają się, przebywając w pomieszczeniu w pobliżu zakażonej osoby podczas jedzenia. Czy to dowodzi transmisji drogą powietrzną? Może. Ale „możliwe” nie oznacza „powszechne”.
Juan Diego Pinotti zwraca uwagę na oczywistość: wirus występuje w Argentynie od dziesięcioleci i liczba ognisk jest ograniczona. Bloomberg dodaje, że przypadki przeniesienia choroby z osoby na osobę są rzadkie: kilka, a nie plaga. Gdyby wirus rzeczywiście był niebezpieczny w codziennych warunkach, Argentyna znalazłaby się w innej rzeczywistości.
Dowodem na to jest historia Epuyena, miasta w Patagonii. Koniec 2018 r. Na przyjęciu urodzinowym pojawia się gorączkujący mężczyzna. Około stu gości. Zaraziło się tylko pięć osób siedzących obok niego. Łańcuch ten zakończył się liczbą 34 przypadków i 11 zgonów.
Trzech pacjentów uznano za „super rozsiewających”. Stanowili oni ponad połowę wszystkich przypadków tej choroby. Dlaczego? Ich wątroba została uszkodzona, a miano wirusa było wyższe. Szczyt transmisji wystąpił w pierwszych dniach wystąpienia gorączki u pacjentów.
Jednak spójrz, kto pozostał zdrowy. 94 gości z przyjęcia nie zachorowało. 82 pracowników medycznych opiekowało się osobami zakażonymi bez maseczek i nie uległo zakażeniu.
Inna kobieta przywiozła wirusa do Delaware w 2018 r. po zachorowaniu w Argentynie. Obserwacją objętych było ponad 50 osób. Nikt się nie zaraził.
Rozsądnym krokiem może być pozostawienie niejasnej definicji „bliskiego kontaktu”. Bloomberg sugeruje, że czas i odległość różnią się w zależności od ciężkości stanu nosiciela wirusa.
Następnie jest czynnik środowiskowy. Statki wycieczkowe skupiają ludzi, tworząc warunki do bliskiego kontaktu, który normalnie nie byłby możliwy. Prawdopodobnie z tego powodu MV Hondius stał się epicentrum wybuchu epidemii.
Ryzyko wzrasta wraz z każdą infekcją w tak bliskich pomieszczeniach, nawet jeśli wirus nie przenosi się tak łatwo. Czy to był wirus, czy tylko statek? Prawdopodobnie oba.
Dochodzimy do mylącego wniosku: definiujemy „bliski kontakt” w oparciu o strach, a nie fakty.
